Opieka nad rannymi w Polsce

Jak wielokrotnie informowaliśmy opiekę w polskich szpitalach znalazło ponad 120 rannych z Ukrainy. Przylatywali samolotami rejsowymi, samolotem rządowym, przyjeżdżali karetkami, prywatnymi samochodami. Żaden ranny nie miał poważnych problemów z przekroczeniem granicy. 

W wielu przypadkach leczenie jest długotrwałe, konieczne będą protezy. Część pacjentów wymaga nie tylko pomocy okulistycznej czy chirurgicznej ale także leczenia stresu pourazowego.  Przy pacjentach obok personelu medycznego pracują wolontariusze opiekujący się chorymi w czasie ich pobytu w szpitalu, goszczący w swoich domach bliskich z Ukrainy odwiedzających pacjentów, opiekujący się pacjentami w okresie rehabilitacji po wyjściu ze szpitala.
Pomoc rannym finansowana jest z budżetu państwa (przejazdy, leczenie, część kosztów rehabilitacji). Inne potrzeby w tym m.in. zakup leków czy koszty pobytu w czasie rekonwalescencji po opuszczeniu szpitala – ze środków społecznych. W znacznej części ze zbiórek publicznych prowadzonych przez organizacje pozarządowe, ale także ze środków prywatnych wolontariuszy, cerkwi i kościołów.  Łączna wartość pomocy na pewno przekroczy 1 milion euro.
Niestety są osoby, które wykorzystują nieszczęście ludzi do wywoływania taniej sensacji. Wbrew plotkom do Polski trafiają kolejno ranni. Opieki nad nimi podejmują się poszczególne samorządy. Nie pomagają pacjentom sensacyjne „wiadomości” o ich stanie zdrowia w mediach. Poszczególne przypadki są tragiczne. Ciężkie rany postrzałowe, urazy kręgosłupa, utrata wzroku. Część prawdopodobnie przez przez wiele lat będzie przeżywała momenty, kiedy tuż obok nich zginął człowiek. Wielu będzie okaleczonych przez całe życie. Inni będą wymagali drogich leków. 
Losy pacjentów śledzą rodziny ale też służba medyczna Majdanu. Ostatnio gościliśmy jej przedstawicieli, którzy spotykali się z pacjentami, lekarzami przedstawicielami organizacji opiekującymi się rannymi. W imieniu wszystkich rannych dziękowali wszystkim, którzy angażują się we wsparcie rannym. Razem z nami cieszyli się, że do dziś ponad 40 pacjentów wróciło na Ukrainę do swoich rodzin.