Logika pracowników IG Farben

Mirosław Skórka (Gazeta Wyborcza | 21.03.2014)
IG Farben była ważnym koncernem w hitlerowskich Niemczech. Oprócz wielu różnych rzeczy kooperowała w produkcji Cyklonu B. Zatrudniała sporo ludzi, dawała im pracę i środki na utrzymanie rodzinom, a produkcja zakładów miała zbyt. I pewno owi robotnicy bardzo się martwili na wieść o tym, że do Auschwitz zbliża się Armia Czerwona i zapotrzebowanie na produkcję zakładu spadnie. Będą zwalniać i rodziny pozostaną bez środków do życia. Ot, taka logika człowieka dbającego o rodzinę, stabilizację i mały kawałek dobrobytu. Na miarę czasu, w którym przyszło mu żyć.
Nie wiedzieli, albo nie chcieli wiedzieć, do czego używa się ich produktów. Nie było telewizji ani internetu, a gazety były rządowe i pisały tylko to, co służyło władzy. Dzisiaj wiemy prawie wszystko, jeśli tylko troszkę chcemy!
Obecny konflikt na Ukrainie był przygotowywany przez Putina od dawna. Już po bezsensownym pobiciu przez dwa tysiące berkutowców grupki studentów manifestujących swoje niezadowolenie na Majdanie z decyzji Janukowycza wielu analityków mówiło o tym, że na Ukrainie będzie realizowany tzw. scenariusz gruziński, czyli destabilizacja, która ma doprowadzić do podziału kraju i włączenia jego oddzielnych części do Rosji. Skoro nie można całej Ukrainy, to trzeba po kawałku.Działania reżimu Janukowycza, zamiast w najprostszy cywilizowany sposób problem rozwiązać, doprowadziły do eskalacji konfliktu, który zakończył się ucieczką Janukowycza na z góry upatrzone pozycje w Rosji. Wówczas Kreml uruchomił problem ludności rosyjskojęzycznej, która nie chce żyć pod rządami faszystów z Kijowa. Dzisiaj jego kulminacją stał się konflikt krymski powodowany odwiecznym pragnieniem żyjących tam Rosjan do życia i umierania pod flagą rosyjską. 18 marca 2014 na Kremlu, w imieniu Federacji Rosyjskiej, Putin anektował Krym i tym samym reanimował Imperium Rosyjskie. Entourage iście carski, zaś retoryka do złudzenia przypominająca Parteitagi w Norymberdze po Anschlussie Sudetów i Austrii. Wiwatujące tłumy i deklaracje o zranionej dumie i honorze. O powszechnej zmowie otaczających wrogów i woli odbudowy potęgi. W tym przypadku Rosji. Znany nam z historii melanż zranionej dumy i szowinistycznych kompleksów.

Rosja rozpoczęła swój marsz ku imperium i używa do tego różnych broni. Na Krymie pojawili się skrzywdzeni Rosjanie i zielone ludki w rosyjskich mundurach i z rosyjskim uzbrojeniem. W Kijowie do władzy doszli faszyści, chociaż na czele rządu stoi Ukrainiec o żydowskich korzeniach, a wicepremierem w nowym rządzie jest Wołodymyr Hrojsman, do niedawna mer Winnicy darzony powszechnym szacunkiem i wybrany z 77 proc. poparcia, prywatnie aktywny członek miejscowej społeczności żydowskiej. W Samoobronie Majdanu działała sotnia żydowska, która razem z Ukraińcami, Polakami, Białorusinami i Ormianami wytrzymała szturmy berkutowców. Ale po raz kolejny nie fakty są tutaj ważne, lecz oceny sporządzone w Moskwie. O tym, kto jest faszystą i antysemitą, decyduje Kreml i nie musi to mieć żadnego związku z faktami.

I aż dziw bierze, że taki przekaz jak echo kurantów kremlowskich odzywa się w Niemczech w wypowiedzi doświadczonego polityka niemieckiego Güntera Verheugena, który znajduje elementy szowinizmu w działaniach nowego rządu ukraińskiego (nienawiść do Żydów, Polaków i Rosjan na stronie internetowej partii Swoboda) i nielegitymność nowego rządu, który doszedł do władzy rzekomo wbrew ukraińskiej konstytucji i przede wszystkim dlatego, że o rozwoju sytuacji nie decydował Kreml.

Dziwi to, że człowiek o takim doświadczeniu widzi faszystów na kijowskich barykadach, a nie dostrzega analogii pomiędzy triumfalnymi pokazami w Norymberdze po Anschlussie i spontanicznej radości na placu Czerwonym w Moskwie po aneksji Krymu. Nazizm jest groźny, jest zabójczy dla demokracji. Zwłaszcza jeśli staje się narzędziem podporządkowania sfrustrowanego narodu woli i wizji wodza. Taki spektakl otrzymaliśmy z Moskwy.

Ale i u nas kremlowskie kuranty odzywają się antyfaszystowskim echem. Oto były premier, a obecnie przewodniczący SLD, zafundował nam swoją wersję moskiewskiej opowieści. Również i on dostrzegł groźbę faszyzmu, który zaczyna dominować w życiu ukraińskim. Nie zauważył szowinizmu w dyskursie rosyjskim, bo jak powszechnie wiadomo, Rosja ma prawo dbać o swoje interesy. Wcześniej, w czasie walk na Majdanie, na wieść o tym, że ów Majdan domaga się sankcji dla członków ekipy Janukowycza, lider SLD odradzał taki nieprzemyślany krok, ponieważ mógł on doprowadzić do osłabienia współpracy gospodarczej z ówczesną Ukrainą zarządzaną jak prywatne ranczo Janukowycz & Co. Gdyby na początku grudnia świat zdecydowanie wprowadził takie sankcje, być może tzw. Niebiańska Sotnia chodziłaby teraz po ziemi, a nie w niebiesiech.

Etos SLD-owskiej lewicy nijak nie może się uwolnić od zachwytu niekończącym się pasmem sukcesów ZSRR, a potem jego kontynuatorki – Federacji Rosyjskiej. W tym przypadku stabilizacja i miejsca pracy są argumentem koronnym i najwyższą wartością dla tych, którzy czemuś zwą się socjaldemokracją. Taka logika robotników IG Farben w rodzimym wydaniu.

Millerowi wtóruje nowy-stary minister rolnictwa Marek Sawicki (PSL), który nie skalał się obecnością na faszystowskim Majdanie i dlatego może być odpowiednim negocjatorem z Rosją w kwestii wznowienia eksportu polskiej wieprzowiny. To, że armia rosyjska musi mieć odpowiednie zapasy tuszonki, bo idzie na wojnę, jest świetną okazją do zabezpieczenia interesów polskich hodowców trzody. Minister w demokratycznym i stosunkowo bogatym kraju nie potrafi zagwarantować rolnikom innej alternatywy. Ważne, że jest zbyt!

Czy tego chcemy, czy nie, żyjemy w czasie wojny. Okupanci zajmują terytorium innego państwa. Rzekomo były na to racje historyczne, bo nie od zawsze Krym był ukraiński. Tak samo jak nie od zawsze Wrocław czy Szczecin były polskie, a Wilno litewskie. Od kul i granatów ginęli ludzie na Majdanie, żołnierze na Krymie. Ale głębiej niż te rany i strzały rani manipulowanie nieprawdą i kupczenie wartościami w zamian za zyski i małe biznesy. W którymś momencie musimy sobie odpowiedzieć na pytanie o to, co summa summarum bardziej się opłaca: zarabianie na zaopatrywaniu bandyty, który wkrótce podpali i zniszczy znany nam świat, czy może nasze zdecydowane stanowisko wobec cynicznego politycznego bandytyzmu. Musimy sobie odpowiedzieć, czy bardziej się opłacało wyzwalać Auschwitz, czy może dbać o interesy pracowników IG Farben?

Mirosław Skórka, Program Study Tours to Poland, Kolegium Europy Wschodniej, członek Komitetu Obywatelskiego Solidarności z Ukrainą


Cały tekst można przeczytać tutaj.