Walka o Krym

Rozmowa Christiana Rothenberga z Wilfriedem Jilge (n-tv | 7.03.2014)

16 marca mieszkańcy Krymu decydują o przyłączeniu tego półwyspu do Rosji. Wilfried Jilge, historyk Europy wschodniej i ekspert od spraw Ukrainy z uniwersytetu w Lipsku ocenia to referendum jako „jawne złamanie prawa”. W szczególnie niebezpiecznej sytuacji znajduje się mniejszość tatarska.

Jak ocenia pan aktualną sytuację na Krymie?

Wilfried Jilge: Atmosfera panująca na Krymie jest mieszaniną niepewności oraz napięcia, jakie narosło w ciągu ostatnich dni między różnymi grupami etnicznymi. Ludzie, którzy są przeciwni przyłączeniu Krymu do Rosji, w tym krymscy Rosjanie, wobec obecności rosyjskich wojsk mają coraz mniej odwagi do otwartego wyrażania swoich poglądów. Nawet zdeklarowani zwolennicy opcji prorosyjskiej czują się zaskoczeni rozwojem sytuacji. Nikt nie spodziewał się tego, że obecny rząd wyznaczy na 16 marca referendum.

Na ile zachodnia opinia, że Krym jest okupowany, odpowiada wrażeniom mieszkańców?

Istnieją różne postawy. Z jednej strony wśród rosyjskojęzycznych mieszkańców Krymu istnieje znaczące poparcie dla Rosji jako takiej i dlatego oni niekoniecznie czują się teraz zagrożeni widząc na ulicach rosyjskie oddziały. Czym innym są jednak uzbrojone siły, które przemierzają tatarskie wioski i próbują tam zastraszać ludzi. Z drugiej strony dochodzą do mnie głosy o narastaniu strachu wśród tych krymskich Rosjan, którzy wcale nie chcą, aby sytuacja została rozwiązana w taki sposób, w jaki to zaczęły robić nowe lokalne władze.

 

Etniczni Rosjanie stanowią ok. 60% ludności Krymu. Czy oni opowiadają się za przyłączeniem do Rosji?

Nie. Według sondażu przeprowadzonego w grudniu 2013 roku kijowski Instytut Razumkowa, 57% badanych mieszkańców Krymu jest przeciwko przyłączeniu Krymu do innego państwa. To wprawdzie tylko jeden sondaż, ale jego wyniki dobrze korespondują z wynikami opublikowanego przez kilkoma dniami sondażu Instytutu Socjologii w Kijowie [http://www.solidarnosczukraina.pl/wazne-teksty/sytuacja-wewnetrzna-na-ukrainie-polityka-gospodarka-spoleczenstwo/ukraincy-nie-chca-wiz-granic-z-rosja-ale-nie-chca-tez-zjednoczenia-z-rosja/], zgodnie z którymi tylko niewiele ponad 40% badanych mieszkańców Krymu opowiada się za zjednoczeniem Ukrainy i Rosji. Jeśli analizując ten sondaż uwzględnimy skład narodowościowy Krymu, stanie się jasne, że znacząca część ludności rosyjskiej nie chce odłączenia Krymu od Ukrainy, a już na pewno nie na podstawie tych nielegalnych metod. Nie sądzę, aby w normalnych warunkach większość ludzi, którzy wezmą udział w referendum, opowiedziałaby się za przyłączeniem do Rosji.

Czyli zatem pana zdaniem mieszkańcy Krymu nie będą mogli swobodnie wyrazić swojej opinii?

A ma zagwarantować swobodę i tajność głosowania? Obserwatorzy OBWE i ONZ zostali z Krymu wyrzuceni, to pokazuje, że głosowanie ma być przeprowadzone na warunkach narzuconych przez klikę, która być może także w przyszłości będzie rządzić w sposób autorytarny. Półwysep został odłączony od głównych ukraińskich kanałów telewizyjnych, łącznie z najważniejszymi niezależnymi lokalnymi kanałami, i tym samym dominacja rosyjskich stacji telewizyjnych jeszcze bardziej wzrosła. Rząd Krymu stawia obywateli przed faktami dokonanymi. Inne partie nie są w stanie tak krótkim czasie dotrzeć do różnych grup społecznych ze swoim przekazem. Już w postanowieniu o rozpisaniu referendum zawarto deklarację o woli przyłączenia Krymu do Rosji, a zatem już przed zapytaniem obywateli o zdanie ustalono, jaki będzie rezultat. Wobec braku istotnej kontroli ze strony obserwatorów i braku możliwości zapewnienia przejrzystości i jawności głosowania jest w zasadzie pewne, że jeśli rzeczywisty wynik referendum nie będzie zgodny z oczekiwaniami nowych lokalnych władz, dojdzie do fałszerstw.

Na ile to referendum jest zgodne z prawem?

Ukraińska ustawa o referendach lokalnych nie przewiduje możliwości zadania w referendum organizowanym na terenie Autonomicznej Republice Krym pytania dotyczącego zmiany polityczno-prawnego statusu tej republiki, ani tym bardziej pytania o zmianę granic Ukrainy. Zgodnie z §73 konstytucji Ukrainy każde tego rodzaju pytanie zostać poddane pod głosowanie wyłącznie w referendum ogólnonarodowym. Oprócz tego, zgodnie z ukraińskim prawem wszelka zmiana statusu Krymu wymaga przeprowadzenia konsultacji z rządem kraju macierzystego, czyli rządem w Kijowie. Nic podobnego nie miało tu miejsca. Nie mamy też do czynienia z sytuacja, w której można by winić rząd Ukrainy za wywołanie na Krymie konfliktu albo łamanie praw człowieka. Referendum jest więc jawnym złamaniem prawa.

Jak powinien na to zareagować Zachód?

To, obserwujemy teraz na Krymie, to próba wykorzystania przez władze rosyjskie w sposób podobny do tego, jaki znamy z okresu międzywojennego ubiegłego wieku hasła obrony praw mniejszości etnicznych jako pretekstu do łamania prawa międzynarodowego i realizacji celów imperialnych. Jeśli chcemy żyć razem w Europie według pewnych reguł i przestrzegając rozsądnych ludzkich praktyk, UE nie może teraz przejść nad tym do porządku dziennego. W przeciwnym razie inne separatystyczne grupy albo autorytarni władcy zobaczą, że można przy użyciu trików i instrumentalizowania problemów różnych grup zmieniać przebieg granic. A to oznaczałoby fundamentalną zmianę w dziedzinie bezpieczeństwa politycznego w Europie. Dlatego to, co dzieje się teraz na Krymie, nie może pozostać bez reakcji.

Jak mieszkańcy Krymu oceniają referendum, w którym będą głosować nad propozycją przyłączenia półwyspu do Rosji?

Panuje wielki niepokój o przyszłość. Krym jest regionem turystycznym i podstawą jego istnienia są otwarte granice i kontakty z innymi regionami. Dlatego wielu jego mieszkańców obawia się konsekwencji nieznanych jeszcze reakcji Zachodu. Jeśli większość społeczności międzynarodowej nie uzna wyniku referendum, może to mieć znaczące konsekwencje dla krymskiej branży usługowej.

Jak bardzo niebezpieczna jest obecna sytuacja dla Tatarów krymskich, którzy sprzeciwiają się przyłączeniu Krymu do Rosji?

Do większych starć na razie nie doszło, ale oceniam sytuację jako bardzo napiętą. Według doniesień dziennikarzy po tatarskich wsiach chodzą ludzie uzbrojeni w kije bejsbolowe i zastraszają ludzi. Pytają, gdzie mieszkają Tatarzy i malują krzyże na drzwiach ich domów…

U Tatarów wywołuje to wspomnienia stalinowskiej deportacji z 1944 roku.

To jest bardzo niebezpieczne. Można sobie tylko wyobrazić, jakie reakcje może to wywołać u Tatarów krymskich. Ożywione mogą zostać zakorzenione głęboko w pamięci wielu tatarskich rodzin wspomnienia wojenne. Obawiam się, że odpowiedzialni za te działania cynicy chcą w ten sposób sprowokować Tatarów krymskich do chwycenia za broń. A wtedy tamci będą mogli powiedzieć: „Musimy się przez nimi chronić”. Wielu uznałoby to prawdopodobnie za legitymację do obrony rosyjskiej ludności. Dlatego ważne jest, jaką postawę zajmą Tatarzy. Prawdopodobnie nie wezmą w ogóle udziału w referendum albo wezwą swoich ludzi do bojkotu [dziś wiadomo, że Tatarzy będą bojkotować referendum – przyp. tłum].

Czy zatem chodzi tu o klasyczną próbę zastraszenie Tatarów krymskich czy też grozi im nowa deportacja, jak w 1944 roku, gdy oskarżono ich o kolaborację z Wehrmachtem?

Nie należy imputować takich zamiarów nawet niekonstytucyjnemu rządowi Krymu. Mówimy w końcu o stalinowskich zbrodniach przeciwko ludzkości. Trzeba być ostrożnym. Nadmierna tendencja do tworzenia analogii prowadzi szybko do fałszywych wniosków. Mamy do czynienia obecnie z fundamentalnie odmienną sytuacją, inni są także aktorzy. Ale aspektu presji psychologicznej, której przykładem jest przypominanie o czymś za pomocą krzyży malowanych na drzwiach tatarskich domów, nie można lekceważyć. Gdy atmosfera jest tak napięta, każda iskra może wzniecić pożar. Fakt, że władze Krymu nie starają się w sposób zdecydowany temu zapobiec świadczy o ich cynizmie.

Jak silne były konflikty między różnymi grupami ludnościowymi na Krymie przed wybuchem kryzysu?

Społeczeństwu krymskiemu bardzo dużym wyzwaniem było przyjęcie z dnia na dzień w końcowym okresie Perjestroki setki tysięcy zrehabilitowanych [w 1967 roku – przyp. tłum.] Tatarów krymskich. Ukraina musiała poradzić z tym sobie sama, a w latach 1990. kraj ten miał jeszcze inne problemy, znajdował się na skraju gospodarczego załamania. Tatarzy stanowili poza tym dla Krymu poważny problemem społeczny – z powodu mieszkań, które chcieli odzyskać, z powodu konieczności wypłacania im zasiłków. Wtedy występowały poważne napięcia. Ale w ostatnich latach sytuacja znacznie się uspokoiła. Między Ukraińcami a Rosjanami mieszkającymi na Krymie nie dochodziło do żadnych konfliktów. O zagrożeniu rosyjskiego języka na Krymie nie może być mowy, jest to wyssany z palca nonsens. Nie ma niczego, co mogłoby choć trochę usprawiedliwiać sytuację, jaka panuje tam teraz.


Tłum. z jęz. niemieckiego: Katarzyna Chimiak

Tekst oryginalny: http://www.n-tv.de/politik/Sie-machen-wieder-Kreuze-an-die-Tueren-article12416876.html

Warto również przeczytać krótki artykuł o „ogólnokrymskim referendum” napisany przez Katerynę Horczyńską. Artykuł ten dostępny jest tu:

http://www.kyivpost.com/content/ukraine/two-choices-in-crimean-referendum-yes-and-yes-338745.html